ICH TRZY

 

Image on Pixabay

Najpierw będę ja. 

Słyszę, że nie zajdę w ciążę, bo mam policystyczne jajniki i za mało ważę. Oglądam się za każdym dzieckiem na ulicy,  z zazdrością patrzę na zaokrąglone brzuchy innych kobiet. Ryczę po nocach, zmieniam lekarza, który początkowo podejrzewa mnie o anoreksję, a gdy lista zleconych badań jest wolna od wykrzykników, a wyniki książkowe, przeprasza mnie za uprzedzenia i obiecuje mi podkręcić hormony. Zachodzę w ciążę szybko, bo przestałam o niej obsesyjnie myśleć. Miesiąc unoszę się nad powierzchnią ziemi po czym spadam boleśnie na diagnozę. Moją. Jestem chora. Stanowię zagrożenie dla mojego dziecka. Różne myśli mam w głowie. Czytam mnóstwo medycznych artykułów, rozmawiam z lekarzami. Nikt niczego nie narzuca, nie osądza. MAM WYBÓR. PODEJMUJĘ DECYZJĘ, że urodzę. 


Ona 1 

Spotykam ją w szpitalu. Na położniczym. Siedzimy czekając na konsultację. Jest drobna, ma duże brązowe oczy i nieduży  brzuszek. Uśmiecham się, gratuluję jej, to pewnie początki. Ona patrzy na mnie spod firanki rzęs. 

"Jest bardzo chore. Już jutro będę pusta". - mówi cicho i odwraca wzrok, a ja w mig pojmuję o co chodzi. Nie mówię już nic. Widzę jaka jest blada, jak drżą jej ręce, jak całe ciało krzyczy z rozpaczy. Ona, te dziesięć lat temu, MA WYBÓR. To pewnie najboleśniejsza decyzja w jej życiu. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić jej cierpienia ani tego, jak ból rozrywa jej serce na miliony kawałeczków. Nie próbuję zrozumieć, co czuje, bo mi aż głupio siedzieć obok z fikająca córką w brzuchu. Mogę jedynie podejrzewać jak trudne to chwile, jak bije się z myślami, boi. Jak jest przerażona i cholernie sama. Bo choćby dokoła stał tłum to kobieta i tak zawsze będzie sama ze swoim ciałem. 

Na tym samym oddziale będąc w zaawansowanej ciąży i czekając na rozwiązanie nie nawiązuję prawie żadnych znajomości. Boję się pytać innych dziewczyn o cokolwiek. Tu życie tańczy ze śmiercią. Cud narodzin, martwy płód, zdrowe bobasy i niedotlenione lub zdeformowane niemowlęta. 


Ona 2 

Od pielęgniarek wiem, że jedna dziewczyna, taka malutka i okrąglutka, właśnie przeżywa jedno i drugie. Jest w ciąży bliźniaczej, pewnej nocy okazuje się, że jedno dziecko nie żyje. Nie wiem czemu, pielęgniarka nie zdradziła mi powodu. Jedyne co było wtedy wiadome to to, że lekarze rozważają cesarkę (to już była wysoka ciąża). Pamiętam mowę ciała tej dziewczyny. Ciągle trzymała się za brzuch. Obejmowała go z całych sił, jakby nie chciała kogoś puścić, jakby chciała ochronić przed światem.

Niesamowity ból malował się na jej twarzy. Straciła jedno dziecko, bała się o drugie. Była inkubatorem dla jednego ciałka i żywicielką drugiego. Ona już nie miała wyboru. W ósmym miesiącu, nagle nie da się podjąć żadnych decyzji. Jej twarz i ciało jednak wyło z rozpaczy. 

Pielęgniarki po cichu nam o tym powiedziały nie po to, by sobie poplotkować. Chciały, by tamtej dziewczynie dać spokój, nie gratulować, nie pytać czy to będą bliźniaki czy może wód płodowych ma za dużo. Dziewczyna przeżywała katusze i bez tego. Dosłownie i w przenośni. Obok garniturka do chrztu wybierać musiała też ten do trumienki. Nie wiem, kiedy i czy zabrano ją na cesarkę. Ja urodziłam kolejnego dnia. 


Ten kilkudniowy pobyt w szpitalu nauczył mnie pokory i braku oceniania czegoś po pozorach. Dziś nie pytam żadnej kobiety czy jest ciąży (choć wyraźnie widzę brzuch) póki sama mi nie powie. Nie gratuluję, nie dopytuję, nie komentuję. Pozory są takie mylące. Okrągły brzuch lub 2 kreski na pasku mogą być szczęściem niesamowitym, najpiękniejszą przygodą w życiu lub osobistą tragedią, z którą to matka MUSI SIĘ ZMIERZYĆ i to ona, i tylko ona DECYDUJE, co będzie dalej. 


Podoba Ci się mój post? Podaj go dalej. 

Polub moją stronę ⬇️ 

https://www.facebook.com/PoliAnnBlog/ 

Warto! 

#AniJednejWięcej

HERBATA;)

Image on Pixabay


"Kobieta jest jak torebka z herbatą. 

Nie wiadomo, jak jest mocna, dopóki nie znajdzie się w gorącej wodzie".

- Eleonor Roosevelt. 


Kobieta - krucha jak szkło, mocna jak stal. Zniesie ogrom, przetrwa, odrodzi się, zaciśnie zęby, wytrzyma. I faktycznie, gdy pokocha, znienawidzi, ogarnie ją złość, czarna rozpacz czy bezkresna radość, ona pokazuje całą siebie, wszystkie barwy, emocje. Wtedy daje z siebie wszystko. Kobietę trzeba podziwiać za jej siłę, dziękować jej za miłość i poświęcenie, zdobywać, gdy jest daleko. Kobiety należy się bać, jeśli ona wpada w furię. Wtedy jak tsunami niszczy wszystko na swojej drodze. Bo kobieta to moc, energia, pokusa, potęga. Z nią możesz niebo lub piekło. Kiedy jest szczęśliwa może przenosić góry, unosić się nad ziemią. Gdy zamilknie, nie staraj się już. Jej emocje opadły, Ty ją straciłeś. Ucichła, bo jej nie zależy. Masz spokój, ciszę. Jeśli tego chciałeś, to nie ma problemu. Jeśli za tym tęsknisz, no cóż. Żałuj, idź dalej i nie popełniaj więcej tego błędu. Może kolejnej kobiety nie stracisz...

Podoba Ci się mój post? Podaj go dalej. 

Polub moją stronę ⬇️ 

https://www.facebook.com/PoliAnnBlog/ 

Warto! 

#poliannblog #piekłokobiet #chcęmiećwybór #tojestwojna #wybór #wybórniezakaz #silnakobieta

MOJA RZECZYWISTOŚĆ

archiwum prywatne

Rok 2020 vel Orwellowski 1984, gdzie wielki brat chce kontrolować każdy mój ruch i sam decydować, co zjem na śniadanie, jaką książkę przeczytam, do kogo/czego się będę modlić, jak mam myśleć (byle nie za dużo). A nawet kiedy do cholery mam się wypróżnić! Jako ze uważa się za wielkiego może nawet okaże mi chwilę uwagi i powie, że mam cierpieć, bo to wpisuje się w kobiecość. A ja powinnam wtedy otrzeć łzę i wziąć ten ciężar na swoje barki nie skarżąc się za bardzo. 

Rok 2020 vel Orwellowski 1984, gdzie jakiś służący wielkiego brata powie mi jeszcze, że ja jako belfer swoim niegrzecznym, oj niegrzecznym, zachowaniem namieszałam w podstawie programowej, że teraz wszyscy wokół brata mają z tym mnóstwo roboty, że w szkole mi przecież niczego nie brakuje i do niczego nie dopłacam, że przez strajk dzieci do dziś mają straszne zaległości i to będzie miało wpływ na egzamin, a na dodatek biorę udział w szeregu szkoleń, dzięki wielkiemu bratu i przez to będzie mi się lepiej pracowało w nowej covidowej, orwellowskiej rzeczywistości. 

Rok 2020 tym razem rzeczywisty:

👊 sama chcę decydować, co zjem, przeczytam, w co wierzę, jak mam myśleć, kiedy się do cholery wypróżnię i jaki ciężar na siebie wezmę! 

👊 sama chcę wybrać, czy będę cierpieć i czy się poświęcę!

👊 pracuję uczciwie, strajk sprzed 2 lat nie spowodował braków wiedzy u moich uczniów (trwał kilkanaście dni, podstawę programową zrealizowałam, przed egzaminem cały podręcznik był "przerobiony"), natomiast brak wszelkiej pomocy wielkiego brata w czasie pandemii i owszem!

👊 szkolę się, a jakże, ogarniam nowe aplikacje, ale żadne szkolenie, w jakim biorę udział nie jest tym od wielkiego brata. 

👊po dziś dzień odbija mi się czkawką nauczanie zaproponowane przez niego, gdzie na rzeź przed kamerą wysłał Bogu ducha winnych, chcąc ośmieszyć ich niekompetencję. 

👊 nie zliczę kupionych ryz papieru, cukierków, nalepek i drobiazgów dla uczniów. Moim wychowankom kupuję upominki, bo chcę, ale kupować nagród i drukować testów w domu na własnej drukarce własnym tuszem już nie!

👊a i jeszcze jedno, choć zdecydowanie wolę uczyć stacjonarnie i jestem świadoma niedoskonałości zdalnej nauki, każdego dnia dowiaduję się jak coraz więcej nauczycieli i pracowników oświaty zapada na covid, więc uprzejmie  proszę mi tu nie chrzanić, że w szkole dużej ilości zakażeń nie ma! Są. To konkretni ludzie. 

Zdjęcie wykonane w trakcie strajku. 💪

Znów cholernie aktualne❗

Tym razem nie walczymy o kasę❗

Walczymy o wolność, bezcenną, nie do kupienia❗

O przyszłość.

O spokój. 

O życie💞 

Podoba Ci się mój post? Podaj go dalej. 

Polub moją stronę ⬇️ 

https://www.facebook.com/PoliAnnBlog/ 

Warto! 

#poliannblog #piekłokobiet #chcęmiećwybór #tojestwojna #wybór #wybórniezakaz #silnakobieta #strajkkobiet #strajknauczycieli #nauczyciel #kobieta #wolnakobieta #polskakobieta

KOBIETY


Image on Pixabay

"Gdzie kilka kobiet weźmie się za sprawę jednej, 

tam żaden mężczyzna pochlebiać sobie nie może, 

aby im mógł stawić czoło."


Ignacy Kraszewski

#poliannblog #piekłokobiet #chcęmiećwybór #tojestwojna #wybór #wybórniezakaz #silnakobieta

PIEKŁO

Image on Pixabay

 "Unieście rąbki sukien, drogie panie, wkraczamy do piekieł"* 

*"Skowyt" Allen Ginsberg 

Słowa nie moje, ale jakże wymowne,  pojemne i ponadczasowe. Do różnorakich interpretacji! 

Nie macie wrażenia, że szalenie aktualne??? 

Rok temu i dziś. 

Bo czyż piekłem nie jest brak możliwości decydowania o sobie?

Bo czyż piekłem nie jest odebranie prawa głosu?

Bo czyż piekłem nie jest powolne skazywanie na śmierć?

Bo czyż piekłem nie jest straszenie kobiet?

Bo czyż piekłem nie jest uprzedmiotowienie kobiecego ciała i traktowanie go tylko jako inkubatora?

Bo czyż piekłem nie jest zabieranie matki, żony, siostry, kuzynki dla idei?

Bo czyż piekłem nie jest świadomość, że kobieta traci prawa do swojego ciała?

Bo czyż piekłem nie jest fakt, że lekarz boi się ratować pacjenta w obawie o własne bezpieczeństwo?

Bo czyż piekłem nie jest to, że kobiety zaczynają się bać o własne zdrowie?

Trudno uwierzyć, że kobieta kobietom zgotowała taki los....

PS. Jestem matką, kocham moją córkę najmocniej na świecie. Pragnę, by była wolna, by mogła się kształcić, a nie żyć w ciemnogrodzie jako rzecz. Nie śmiem oceniać ŻADNEJ KOBIETY za jej decyzje, to jej ciało, jej sumienie i jej (nie)życie!!!


Dziewczyny podajcie ten post dalej. 

Wiem, że wiele z Was ma takie samo zdanie jak ja. 

Że wiele z Was nie godzi się na taki stan.

Obserwujcie moją stronę, piszcie, komentujcie. W nas jest siła!

https://www.facebook.com/PoliAnnBlog/ 


#poliannblog #piekłokobiet #chcęmiećwybór #tojestwojna #wybór #wybórniezakaz #silnakobieta #anijednejwięcej

MOJA, MÓJ, MOJE

 

Image on Pixabay

Zawsze, już jako mała dziewczynka, chciałam decydować o sobie. 

Po dziś dzień rodzice wspominają jak nad jeziorem w wieku dwóch lat przysłoniłam rączką klatkę piersiową i zbuntowałam się przeciw ganianiu po piasku w samych majteczkach. Mama czym prędzej ubrała mi koszulkę, a na następne plażowanie kupiła dwuczęściowy strój. To była MOJA DECYZJA. 

Pamiętam jak w klasie trzeciej mama zapytała, czy chcę chodzić na dodatkowy angielski jak inne dzieci z mojej klasy. Lubiłam być inna, więc wybrałam niemiecki- to był  MÓJ WYBÓR. 

Gdy przyszło mi iść do liceum, zrobiłam tak jak czułam. Weszłam do zabytkowego gmachu nad Wisłą i się w nim zakochałam. To było MOJE MARZENIE chodzić do LMK (Liceum Marii Konopnickiej). 

Czas leciał jak szalony. Ja jednak szybko wiedziałam, jakie wybiorę studia. I choć asekuracyjnie dostałam się na prawo to zdecydowałam, że studiować będę właśnie ten ukochany niemiecki. To była MOJA DECYZJA. 

Tak samo było z podjęciem kolejnego kierunku studiów.

Z przyjęciem oświadczyn i moim zamążpójściem. 

I z macierzyństwem.

A gdy pewien ginekolog mi powiedział, że nigdy w ciążę nie zajdę, to się uparłam. Zmieniłam lekarza, dostosowałam się do jego zaleceń, zaszłam w ciążę i choć była zagrożona, bardzo chciałam to dziecko urodzić. TO BYŁO MOJE PRAGNIENIE. 

Podobnie było z podjęciem pracy, robieniem kursów, rozpoczęciem kolejnych studiów, obcięciem włosów (tak, ścięłam moje loki!) czy noszeniem aparatu ortodontycznego. 

Sama dwukrotnie postanawiałam poddać się trudnym, inwazyjnym i eksperymentalnym terapiom, jakich wymagało moje zdrowie. A raczej powrót do niego. 

Niemal wszystkie decyzje w moim życiu są MOJE. Nikt mnie nie zmuszał.

Sama stawałam przed lustrem, rozważałam za i przeciw, mierzyłam się z sumieniem.

I tak będę robić dalej!!! 

Nie wyobrażam sobie, by ktoś wybierał za mnie kolor płytek w moim mieszkaniu, krój sukienki, długość włosów, zapach perfum, a co dopiero, żeby mówił mi kogo mam kochać, jak oceniać ludzi, czy i kiedy zostać matką lub, czy urodzić śmiertelnie chore dziecko. Jak będę chciała zostać bohaterem we własnym domu to nim BĘDĘ!!!

Zapragnę zostać siłaczką w każdym znaczeniu tego słowa, to ZOSTANĘ!!!

Będę chciała w moim życiu coś zmienić, to ZMIENIĘ!!!

Zdecyduję się na jazdę bez trzymanki to pojadę, ale według mojego sumienia, na własnych zasadach, pogodzona ze sobą. 

Wybiorę oddać życie za kogoś to, to ZROBIĘ. 

Postanowię zawalczyć o siebie i swoje zdrowie, także będzie to MOJA DECYZJA. 

Do jasnej Anielki nie po to nasze prababki walczyły o równouprawnienie i prawa wyborcze, bym z tych przywilejów dziś nie korzystała!!! 

MOJE WYBORY dotyczą przede wszystkim mnie i moich bliskich. 

MOJE DECYZJE wpływają na moje życie i mojego otoczenia. 

Biorę za nie odpowiedzialność, liczę się z konsekwencjami, jestem ich ŚWIADOMA. 

To MOJE ŻYCIE i nikt mi do niego prawa nie zabierze. 

Jestem WOLNYM CZŁOWIEKIEM i żądam przywrócenia mi prawa o decydowaniu o sobie!!!

W takim przekonaniu wychowuję swoje dziecko.

Człowieku na wysokim stołku nie oddam ci zatem praw do mojej osoby i ciała!

Nie możesz wziąć tego, co nigdy nie należało do ciebie!!! 

Podoba Ci się mój post? Podaj go dalej. 

Polub moją stronę ⬇️ 

https://www.facebook.com/PoliAnnBlog/ 

Warto! 


#poliannblog #piekłokobiet #chcęmiećwybór #tojestwojna #wybór #wybórniezakaz #silnakobieta #parasolka #protestkobiet

SŁOWA MAJĄ MOC

Image on Pixabay

Ostatnio mam wrażenie, że zamachu dokonano także na nasz język ojczysty (językoznawstwo to moje odchylenie zawodowe:)

Zubożała nam ilość czasowników modalnych. Ograniczono je do dwóch, ewentualnie trzech. Nie będę ich pisać w bezokoliczniku, bo to nie wykład językoznawczy. 

Ostatnio ciągle słyszę, że coś MUSZĘ, czegoś mi NIE WOLNO, ewentualnie POWINNAM. 

A gdzie podziało się CHCĘ, MOGĘ, POTRAFIĘ, WOLNO MI, UMIEM i CHCIAŁABYM???? 

Jestem kobietą, więc MUSZĘ?

Muszę się dostosować.

Muszę zagryźć zęby.

Muszę się poświęcić.

Muszę zapomnieć o moich potrzebach.

Muszę cierpieć.

Muszę dumnie pełnić role w społeczeństwie jakie kobieta POWINNA?

No tak,  przecież powinnam od razu zakładać rodzinę, rodzić dzieci ile się da, nieważne czy zdrowe czy chore. Dajesz dziewczyno. MUSISZ. Jesteś tak wyposażona przez naturę, że POWINNAŚ zrobić z tego użytek. Czy masz na to ochotę czy nie. I siedź cicho. Dzieci też wydawaj na świat nie krzycząc za bardzo, bo nie wypada. Słabeusze krzyczą, Ty MUSISZ wziąć się w garść. Nie proś o znieczulenie, nacięcie. Poród w wodzie? W dupie Ci się poprzewracało!!!

MUSISZ skupić się na rodzinie. Tylko. Po co ci praca, twoje pieniądze, wykształcenie i ten cały feminizm. NIE WOLNO ci zapomnieć do czego jesteś stworzona, nie możesz decydować. Inni wiedzą lepiej głuptasku. Dobro ogółu liczy się ponad dobro jednostki. 

A gdzie do cholery moje CHCĘ? MOGĘ?WOLNO MI? CHCIAŁABYM?

Chcę, ale nie muszę. 

Mogę, bo jestem wolna. 

Wolno mi, gdyż nie zależę od nikogo. 

Chciałabym, więc to zrobię. 

Internet szaleje. Dziewczyny na ulicach. Chłopaki wspierają. Jest moc. Bo słowa mają moc.💪 

One tworzą rzeczywistość. 

Ja CHCĘ takiej ⬇️ 

Jestem kobietą = wolną =niezależną =matką, jeśli taka jest MOJA decyzja = sama stanowię o sobie = jestem CZŁOWIEKIEM 

Podaj post dalej, słowa mają moc💪

Polub moją stronę:

https://www.facebook.com/PoliAnnBlog/

Warto 👍

W OBIEKTYWNIE MICHAŁA

http://michalszczepankiewiczphoto.pl/ 

Blog mój prawie dwuletni, początkowo prowadziłam anonimowo. 

Za radą dobrych dusz, zaczęłam opatrywać moje teksty zdjęciami (z legalnych źródeł). Wszak stajemy się pokoleniem obrazu. Zatrzymujmy wzrok nie na tekście, abyście spojrzeli w głąb trzeba jakoś przyciągnąć Waszą uwagę:))) 

Na początku nie pokazywałam swojej twarzy. Wierzyłam, że blog się obroni. I faktycznie nieźle się rozkręcał jak na amatorskie miejsce. Wydanie książki jednak sprawiło, że postanowiłam się ujawnić. Wielu z Was nie wiedziało, że Poli Ann to ja:) 

Michał pomógł mi zadbać o mój wizerunek. Sesja w plenerze w moim ukochanym Gdańsku oraz studyjna w Luksferze pozwoliły mi pokazać siebie w różnych odsłonach. Naturalnie, ciekawie, prawdziwie. Zdjęcia oczywiście można robić sobie samemu, ale profesjonalne ujęcie to jednak coś innego. 

Sama zaś ze swej strony po prostu polecam Michała. Ma nowatorskie podejście, nie znosi nadmiernego retuszu, zdjęcia robi wszędzie. Potrafi się dopasować. 

http://michalszczepankiewiczphoto.pl/ 

Oto ja - Poli Ann w obiektywie gdańskiego fotografa.

RODZIC +NAUCZYCIEL= ?

 

archiwum prywatne:)


Tak się zastanawiam, czytając chcąc lub nie chcąc (serio nie chcę, ale komentarze co i rusz walą po oczach), jacy to nauczyciele muszą być straszni. No masakra. 

I dalej ciągnąc mój wywód, zadaję sobie pytanie, kiedy w końcu zrozumiemy, że komuś jest na rękę, byśmy się sobie rzucali do gardeł, kłócili i patrzyli wilkiem. By nie było solidarności, bo takimi trudniej się rządzi. 

Ostatnio pisałam w poście, że kocham moją robotę. I zdania nie zmieniłam, jednak trudno ze stoickim spokojem czytać jadowite zdania, jakie wypluwa się na kadrę nauczycielską. 

Nie będę przekonywać, że jestem świetnie wykształcona, że dobrze wykonuję moją pracę, jestem wielozadaniowa i szybko się uczę. 

Że mam śmiałość mieć pasję i chcę mieć czas dla rodziny. 

I serio wolę uczyć tradycyjnie. Nie czuję wsparcia tych z wyższych stołków, którzy przez pół roku nie mieli czasu, by stworzyć platformę wspólną dla wszystkich polskich dzieci. Przecież teams i zoom dadzą radę. Owszem dadzą, ale nie po to płacimy podatki. 

Bardzo bym chciała być porządnie przeszkolona, mieć sprzęt i pragnę, by żaden dzieciak nie był wykluczony. No cóż, to tylko moje pragnienia. 

Wcale nie chcę uczyć zdalnie i proszę mi nie wmawiać, że tylko na to czekam, by sobie wygodnie siedzieć na tyłku i pić kawkę. Kawy nie znoszę i wolę kontakt bezpośredni z uczniem. Wtedy mam szansę do niego trafić, zdiagnozować jego potrzeby albo po prostu pogadać. Bo to także robię. Wiem, że Zuzia kocha tańczyć, Natalka gra na gitarze, Adrian odbiera siostrę z przedszkola, a u Patryka w ogródku rośnie lawenda, której mały bukiecik mi podarował kilka dni temu. 

Oni też wiedzą, że pani Ania jest fit, jeździ na rowerze, kocha szpilki i litrami pije herbatę w kubku termicznym. Niektórzy nawet czytają mojego bloga i podglądają mnie na insta. Dla nich jestem osobą, człowiekiem, a nie wrogiem, na którego wylewa się frustrację. 

Nie wmawiajcie mi, że nic nie robię pracując zdalnie. Ta robota jest o wiele bardziej czasochłonna. Samo uporządkowanie maili od uczniów zajmuje godziny, ostatnio w porywach do dwóch  podczas gdy szkole trwa to max 2 minuty. Do uczniów podchodzę w maseczce, choć dzieciaki się śmieją, no ale to ja jestem dorosła i winnam świecić przykładem. 

Sama mam dość tej covidowej rzeczywistości. Chciałabym rozdać nagrody za konkurs na uroczystym apelu, a nie latać po klasach i na odległość gratulować tym, którzy zasłużyli na aplauz. Akademie na forum szkoły przecież szalenie milo się wspomina, to takie małe sukcesy często są początkiem czegoś wielkiego. To w szkole stawia się pierwsze kroki i wciąż nie rozumiem tego hejtu zewsząd. Przecież ktoś Was kiedyś uczył, a tych najsurowszych wspomina się najlepiej i w dojrzałym wieku przyznaje im rację. 

Co więcej, choć to może dziwne, też jestem mamą. Na pewno nieidealną, ale kochającą swoje dziecko najmocniej na świecie. Tak samo mocno jak swoje kochasz Ty. I jeśli ono ma zdalne nauczanie to ja też jako rodzic jestem zaangażowana. I pewnie, że nie mam na to ochoty, ale co zrobić jeśli decyzja odgórna nakazuje nam tak pracować?

I nie chcę ciągle walczyć z rodzicami (osobiście naprawdę nie musiałam, ba, nawet mi napisano, że mam cytuję: "naprawdę fajne lekcje"). Chodzi mi tu o ogół. Rodzic kontra nauczyciel. Czy naprawdę musi "kontra"? Nie może być "z", "razem" lub choćby "w jednym kierunku"?

To nie chodzi o to, by się pluć na siebie i wyrywać flaki. Cel mamy przecież wspólny - dobro naszych/waszych dzieci. Nauczyciel stoi z innej strony, ale nie znaczy, że na przeciwnej barykadzie. Widzimy więcej, jesteśmy obiektywni i mamy obowiązek przeprowadzenia procesu dydaktycznego najlepiej jak umiemy. 

Uwierz mi, że będąc na kwarantannie, nie nudziłam się śmiertelnie, choć upierasz się,  że postanowiłam uprzykrzyć Ci życie  co i rusz zadając Twojemu dziecku jakieś zadania. Bezczelna ze mnie baba! Mało tego, miałam śmiałość Ciebie jeszcze w to angażować. Bezczelna do kwadratu!

Przecież nic nie robiłam i jak zacznie się zdalne (mnie ono jeszcze nie dotyczy) to nadal będę leżeć brzuchem do góry podczas gdy Ty wypruwasz sobie żyły.

Jestem nauczycielem...tak mnie widzisz prawda? A próbowałeś spojrzeć na mnie z innej strony?  Nie będę narzekać jaka to jestem biedna, ojojoj. Ten tekst to nie licytacja kto ma gorzej. Porzuciłam pracę w korpo, bo po prostu lubię uczyć. Co więcej, jestem w tym dobra. Nawet bardzo. Mam kilka sukcesów na swoim koncie i uczniów, na których życie wpłynęłam na tyle, że wybrali te same studia co ja i do dnia dzisiejszego wysyłają życzenia z okazji moich imienin.

Jestem nauczycielem, który kształtuje młodego człowieka, spędza z nim czas, uczy go, chcąc nie chcąc wychowuje. Jestem psychologiem, pedagogiem, mediatorem, wychowawcą, opiekunem, pielęgniarką w jednym. Dlaczego nie mogę cieszyć się Twoim szacunkiem i dostawać za moją pracę godziwej zapłaty?

Jestem nauczycielem i owszem mam wakacje, ale kiedy Ty myślisz, że w czerwcowy piątek wychodzę z pracy na osiem tygodni to się grubo mylisz. Pracuję nad dokumentacją, siedzę na radach lub w komisjach rekrutacyjnych. Jestem pod telefonem, a w sierpniu przygotowuję egzaminy poprawkowe, jestem członkiem komisji maturalnych, przygotowuję salę, tworzę kolejne dokumenty i szkolę się, by jak najlepiej opiekować się Twoim dzieckiem.

Jestem nauczycielem, który czasem, jeśli plan pozwoli, szybciej kończy lekcje. Wtedy mogę przygotować kolejne materiały, sprawdzić zeszyty, wypracowania, ćwiczenia, testy, kartkówki, opracować tematy na lekcję wychowawczą i sporządzić obowiązkową dokumentację. Szybsze wychodzenie z pracy odrabiam na radach i wywiadówkach, siedząc w szkole do późnego wieczora.

Jestem nauczycielem, który uczy kilkadziesiąt dzieci. Może i ponad setkę. Pamiętam ich imiona, charakter pisma, znam ich problemy o których Ty jako rodzic czasem nie masz pojęcia. I nie mam zwyczaju na nikogo się uwziąć. Zastanów się dlaczego Twoje dziecko tak mówi? Może się boi Twojej reakcji albo broni, bo po prostu czegoś nie rozumie? Może podczas lekcji rozrabiało i wstyd mu się do tego przyznać? A może Tobie tak najłatwiej rozwiązać problem zrzucając odpowiedzialność na mnie? Mam pod swoimi skrzydłami całą klasę, około trzydziestu wspaniałych dzieciaków, których muszę czegoś nauczyć, podczas gdy one rozmawiają, są zadumane, może głodne lub zmęczone. Albo zmartwione, bo właśnie bierzecie rozwód.

Jestem nauczycielem, który tak samo jak i Ty ma prawo być wściekły i nie chcieć edukacji online. Ma rodzinę i swoje problemy. Nikt nie zapytał to, czy ma odpowiedni sprzęt, dostęp do Internetu i kwalifikacje do prowadzenia zdalnych zajęć. Szczerze mówiąc to cały czas się szkolę w tym temacie. Nie dlatego, że "nie ogarniam". Po prostu chcę być przygotowana na ewentualność zdalnego nauczania. 

Pracuję więc sporo. Więcej niż dotychczas. Może jak i Ty. Bo tak w ogóle to jesteśmy podobni wiesz? Jako rodzice, opiekunowie, czynni zawodowo. Mamy te same lęki, obawy, gusta i być może poczucie humoru. 

Jestem nauczycielem, mamą, żoną, córką, ciocią, przyjaciółką, sąsiadką, znajomą. 

Mam życie osobiste podobnie jak Ty. Uczę, bo to moja praca. Takie mam obowiązki. Jako rodzic też pracuję ze swoim dzieckiem. I widzę ile rzeczy musiałam robić z nim sama, a czym do tej pory zajmowała się szkoła, wyręczając nas - rodziców w wielu aspektach. To szkoła zapewniała edukację, zabawę, rozrywkę, wspomaganie i terapię. I opiekę często od świtu do późnego popołudnia. Wiem, że czujesz się sfrustrowany. Może nawet już sobie nie radzisz w tej nowej rzeczywistości. Pamiętaj nauczyciel to też człowiek, często rodzic i doskonale wie, z czym zmagasz się każdego dnia. Nie jestem workiem treningowym, w który możesz walić bez opamiętania tylko po to, by sobie ulżyć. Zanim więc wystosujesz do mnie maila pełnego złości strasząc dyrekcją, kuratorium czy ministrem edukacji lub na forum znów wyplujesz jad, weź głęboki oddech, odłóż rękawice i przeczytaj ten tekst, a potem spójrz na swoje dziecko. Oboje chcemy jego dobra, Ty je kochasz, ja je uczę. 

Mamy iść ramię w ramię. Łatwo nie będzie. Nikt tego nie obiecywał. Ja jestem gotowa, a Ty?

Podoba Ci się mój post?

Podaj go dalej.

Może komuś otworzy on oczy.

Polub mój blog ⬇️

https://www.facebook.com/PoliAnnBlog/

Warto 👍

ZWYCIĘŻCZYNI


Image on Pixabay

Czy nagle stałam się fanką tenisa? Nie, absolutnie. 

Szczerze mówiąc to kompletnie się na sporcie nie znam. Nie ogarniam zasad. Tylko te w "zbijaka"🤣

Ale fanką wspaniałych kobiet byłam, jestem i będę. Szalenie się cieszę z ich małych i dużych sukcesów. Podziwiam, gratuluję, a jeśli mogę to się nimi inspiruję. 

Pani Iga ponownie w swojej karierze dokonała wielkiej rzeczy, ale umówmy się, pracowała na to zwycięstwo od lat. To była ciężka robota, wyrzeczenia, zapewne też łzy, ból i przeklinanie "a po co mi to było?"

Zwyciężyła ponoć w pięknym stylu (na sporcie się nie znam, więc nie mnie oceniać). 

Ja po prostu widzę,  że wygrała młoda kobieta, dziewczyna, jeszcze nastolatka - i to jest piękne. Pani Iga daje nadzieję, że młode pokolenie to nie tylko Tik Tok, YouTube i Insta. To nie płytkie zdjęcia podpisane  hashtagiem, bo na więcej już autora nie stać. To nie bezmyślne działania mające na celu zdobycie jak największe ilości followersów. 

Ta młoda dziewczyna już dziś pretenduje do miana ikony - dziewczyny skromnej, cholernie pracowitej, silnej fizycznie i psychicznie, która ma dobrze poukładane w głowie. 

Oby stała się idolką współczesnej młodzieży, która może w końcu uwierzy, że ciężka praca daje owoce. 

Gratuluję ze swej skromnej strony nie tylko Zwyciężczyni ale i Rodzicom i Jej Trenerom. To skarb mieć takie wsparcie i móc rozwijać talent. 

Mam nadzieję, że dzięki takim wyczynom dużo kobiet odważy się sięgać po kolejne puchary. Będą zwyciężać w swoich dziedzinach. Pani Iga pokazała po raz kolejny, że można.

Bo można jak się chce i na to ciężko pracuje 💪🔥🎾

Podobają Ci się moje teksty?

Podaj mój blog dalej🙏

Warto 😄

KOBIETA

 

Image on Pixabay

Jak zdefiniować kobietę?

                                                                   Kruchość 


                                                           ciepłO


                                                                   Bliskość 


                                                                pIękno


                                                                 Emocje 


                                                            parTnerka 


                                                             siłA



Kobieta jest:

🥂 krucha i delikatna niczym szkło, 

Kobieta to:

🔥 ciepło, które odpowiednio rozpalone ogrzeje wszystkie wokół, 

Kobieta:

💝lubi być blisko i bliskość też sama potrafi dać, 

Każda kobieta:

🌹 jest piękna, trzeba tylko to dostrzec, a ona sama musi to czuć i chcieć to pokazać,

Kobieta:

⛈ dzięki emocjom rozumie świat, czasem nie używając słów, 

Kobieta:

🤝 jest partnerką, nie podwładną 

Kobieta:

💪nawet ta najbardziej krucha, jest silna jak huragan, choć może nie zawsze tego świadoma:)

Co jeszcze warto dodać?

Podaj ten post, by jak najwięcej kobiet mogło coś dopisać 😘

RÓŻNICE

  - Po co z nim jesteś? - pytają. - Ty taka śliczna. On, no przystojny niech będzie, ale Bradem to on nie jest. - kontynuują. - Po co z nim ...