Ż*LETKA
Wieczorami najbardziej bałam się ciszy. Było ciemno i złowrogo. I ten ból narastajacy. Bolało mnie wszystko.
W dzień wszystko było łatwiejsze — szkoła, śmiechy na korytarzu, udawanie, że jestem po prostu zmęczona. Ludzie lubią proste odpowiedzi.
„Źle spałam”
Mam dużo nauki”
„Mam okres”.
Nikt nie pyta drugi raz, jeśli powiesz to z odpowiednim uśmiechem.
Ale nocą mój pokój stawał się za mały dla wszystkich myśli. A te mnożyły się w zastraszającym tempie. I bolały tak, jakby ktoś mnie kroił w kosteczkę.
Mama miała ciężki dzień, jeszcze śleczała nad papierami. Tata pracował lub oglądał serial, nie wiem. Był w salonie, a ja siedziałam w swoim pokoju na górze na podłodze między łóżkiem a biurkiem i próbowałam znaleźć sposób, żeby wyłączyć głowę choć na chwilę. To nie było tak, jak mówią specjaliści. Wcale nie chodziło mi o uwagę. Ja tylko chciałam, żeby nikt się nie dowiedział. Chciałam być niewidzialna. I żeby tak nie bolało.
Czasem ból w środku wydawał się tak wielki, że potrzebowałam czegoś prawdziwego, by uśmierzyć ten w głowie. Łatwiej było radzić sobie z czymś na skórze niż z tym, czego nie umiałam opisać.
Najgorsze były pytania:
— Czemu jesteś taka cicha?
— Czemu znowu nie przyszłaś?
— Czemu zamykasz się w pokoju?
Jak miałam powiedzieć, że codziennie budzę się zmęczona i zbolała własnym istnieniem? Tak. Istnienie było bolesne. Bardzo.
Ż*letka tańcząca po skórze tylko mnie łaskotała, pozwalała przestać myśleć. Było mi błogo przez chwilę, choć potem szczypało i piekło. Nieważne, przez moment choć istnienie nie było tak dokuczliwe.
Pewnego dnia na biologii pani kazała nam pracować w parach. Usiadłam z Mają. Pachniała waniliową mgiełką i i zawsze nosiła kolorowe swetry, jakby była odporna na smutek. Była radosna i roztrzepana.
Kiedy podawała mi zeszyt, rękaw mojej bluzy zsunął mi się z nadgarstka.
Cholera. Nie byłam ostrożna.
Zobaczyła.
Serce stanęło mi w gardle. Zrobiło mi się zimno i gorąco jednocześnie.
Spodziewałam się obrzydzenia albo tego charakterystycznego spojrzenia pełnego litości. Ale ona tylko bardzo delikatnie naciągnęła mi rękaw z powrotem i powiedziała: — Hej. Nie musisz mi nic mówić. Ale nie musisz też być z tym sama.
To zdanie chodziło za mną przez cały tydzień.
Nie musisz być z tym sama. Nie musisz. Nie sama...
Brzmiało obco. Jak coś przeznaczonego dla innych ludzi, nie dla mnie. A jednak w piątek wieczorem, kiedy znowu siedziałam na podłodze w swoim pokoju i czułam, że zaraz rozsypię się na kawałki, że dam ż*letce władzę nad sobą, napisałam do Majki wiadomość:
„Jesteś?”
Odpisała od razu.
„Zawsze.”
I wtedy pierwszy raz od miesięcy rozpłakałam się naprawdę. Nie cicho, nie w poduszkę, nie tak, żeby nikt nie usłyszał. Płakałam długo, a potem oddychałam ciężko i nierówno, ale jakby trochę lżej. Przyszła mama. Przytuliła mnie. Nie znała mojej tajemnicy, ale od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Obserwowała mnie bacznie. A ja walczyłam z demonami i ż*letką.
Istnienie nadal mnie boli. Ale chodzę na terapię i uczę się walczyć z bólem bez ż*letki.
Wciąż miewam gorsze dni. Nadal trudno mówić mi o tym, co mnie boli. Zdarza mi sie jeszcze chować siebie pod długimi rękawami. Istnienie daje mi w kość. Nie chcę jednak przyzwyczaić się do cierpienia. Chcę wierzyć, że zasługuję na zupełnie coś innego. Bo zasługuję po prostu. Dziś mimo bólu to wiem. Ż*letka też już to wie i zniknie z mojego życia, już niedługo...
To ważny post.
Udostępnij go, skomentuj, polub.
Niech dotrze do wielu osób.
Samo*okaleczanie wśród młodych ludzi jest normą.
Nie krytykuj, nie wyśmiewaj, bądź, wesprzyj, wezwij pomóc, zgłoś.
#zdrowiepsychiczne #szkola #samookaleczanie #depresja #pomoc #stophejt #znikajacedzieci
Image by Pixabay
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
WYKŁAD PERFORMATYWNY
Mój pierwszy wykład performatywny! Gdzie moim zadaniem było czytać swoje osobiste teksty, dać im charakter, intonację. Krótko mówiąc - dać i...
-
Kobiety są ponoć demonami albo narzędziami w ich rękach. Tak kiedyś wierzono. Ach te baby. No ale od początku. Od kilku miesięcy chodzę na...
-
- Ładna sukienka. - No coś ty, stara. - Ślicznie dziś wyglądasz. - Nie przesadzaj. - Do twarzy ci w tych okularach. - E tam. Zwykłe oksy. ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz