I znów. Przeglądam internety, czytam mniej lub bardziej ciekawe artykuły, bo akurat jestem w podróży z Warszawy do Gdańska. I się zaczyna, nagłówki krzyczą:
"Dwa miesiące wakacji dla nauczycieli!"
"Nie kupię żadnemu nauczycielowi prezentu!"
"Moje dziecko musi mieć szóstkę!"
"Przez wredną nauczycielkę moja córka/mój
synek nie będzie mieć paska".
"W czerwcu w szkole nic się nie dzieje".
Itepe itede.
Hejt napędzają media, głównie społecznościowe i zastanawiam się w imię czego tylko dlatego, że zachciało mi się uczyć i robię to ponoć nieźle, co kilka tygodni dostaję wirtualnie "w pysk" (inaczej tego błota, jakim się nas obrzuca, nazwać się nie da).
Owszem, niedługo wakacje. Przed urlopem czeka mnie ogrom pracy papierkowej, wystawianie ocen i presja ze strony uczniów - muszę mieć trójkę, czwórkę, piątkę, szóstkę* (*niepotrzebne skreślić).
Urlopu nie zaczynam w dniu zakończenia roku szkolnego. Po weekendzie czekają mnie jeszcze rady, czasem szkolenia i zdawanie kolejnej porcji dokumentacji.
Nie siedzę z tyłkiem przez bite dwa miesiące. Biorę czynny udział w rekrutacji do szkoły ponadpodstawowej, a pod koniec sierpnia znów jestem na radach, w komisjach różnej maści i na szkoleniach.
Co do prezentów. Nie wiem skąd ta myśl, że trzeba nas obdarowywać nie wiadomo czym.
Cieszy mnie i uśmiech, i kwiatek, i laurka. To wybór rodziców i uczniów, a nie przymus.
Nie rozumiem też dlaczego to mnie obarcza się winą za niską frekwencję uczniów w czerwcu. To nie ja wyjeżdżam w czerwcu na urlop, nie zwalniam dzieci szybciej do domu. Ja jestem w pracy, realizuję program, a jeśli faktycznie zrealizowałam go do końca, chętnie coś powtórzę lub włączę ciekawy film, by go potem omówić, poznać opinię młodych ludzi, a nie, by ich zbyć. Trudno to jednak uczynić, gdy na lekcji mam 2 osoby.
Niesamowite jest to, że społeczeństwo wtrąca się w to, jak mam pracować, jakie oceny stawiać i wie lepiej, co w szkole się naprawdę dzieje. Anonimowi (lub nie) internauci obrażają nauczycieli, kpią z nich, wiecznie krytykują, wytykają rzekome przywileje. Są ekspertami czego uczyć i jak. A dziwnym trafem ludzi do pracy w szkole brakuje. Nowego napływu niewiele i wciąż przeciętny Kowalski nie pojmuje dlaczego.
I ten sam Kowalski jakoś nie daje rad przedstawicielom innych zawodów, nie hejtuje ich, nie wypowiada się na temat specyfiki ich pracy, nie wypomina urlopu ani zarobków.
I bardzo dobrze! Ja do tego absolutnie nie namawiam. Zauważam jedynie fakt.
Ja chcę pracować, wykonywać swoją pracę najlepiej jak umiem, otrzymać wynagrodzenie i być po prostu szanowaną obywatelką.
A co do prezentów na koniec roku szkolnego. Upominek lub ich brak to tylko wola ucznia, a nie obowiązek rodzica.
Wyraz wdzięczności można komuś okazać, ale nie trzeba. Proszę o tym pamiętać i dać nam pracować w spokoju i w zaufaniu.
A gdy komuś brakuje tego drugiego zawsze istnieje możliwość edukacji domowej. Tu już znika kwestia klasówek, kartkówek, nieobecności nauczycieli, ich "wakacji" i ewentualnych prezentów na koniec roku szkolnego.
Zawsze mamy wybór?
Prawda?
Zgadzasz się?
Podaj ten post dalej.
Skomentuj.
Udostępnij.
Image by Chat GPT
#edukacja #szkola #polskaszkola #nauczyciel #wychowawca #zakonczenierokuszkolnego
#wakacje #stophejt
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz