Światowy Dzień Zapalenia Płuc
Dlaczego o tym piszę?
Bo jako trzynastolatka zachorowałam na zapalenie płuc na tyle poważnie, że była potrzebna hospitalizacja.
Najpierw w domu chorowalam dwa tygodnie zanim postawiono diagnozę, następnie trzy w szpitalu i znów kolejne tygodnie w domu, by nabrać odporności. W szkole nie było mnie ponad dwa miesiące. Ogrom czasu i zaległości.
Pobytu w szpitalu nie wspominam źle.
Początkowo bardzo się bałam i tęskniłam. Następnie poznałam na oddziale niesamowitą koleżankę (Ewa ściskam!) i nasze dni stały się o wiele milsze. Dwie nastolatki to byla mieszanka wybuchowa.

Pamiętam, że moi rodzice przychodzili codziennie po pracy. Z rana zawsze Dziadek, który przynosił mi jogurt (włocławski!, brzoskwiniowy lub truskawkowy), bym wspomagała organizm dobrymi bakteriami.
Pamiętam tez, gdy odwiedziły mnie koleżanki z podwórka wraz z Kolegą, którego naówczas kochałam całym moim trzynastoletnim sercem
to były emocje 
A najbardziej w pamięci zostały mi się paluszki rybne, jakie Mama przyniosła mi od mojej Cioci-Matki Chrzestnej. Były gorące! W srebrnej folii aluminiowej. Przepyszne! Wtedy juz wracał mi apetyt po tygodniach chorowania.
Tamtejszy pobyt w szpitalu był długi. Przetrwałam go dzięki opiece i ciepłu bliskich mi osób.
I tak Tato, wiem, że trzeba nosić szalik i zapinać kurtkę (jako trzynastolatka niestety nie byłam taka mądra, stąd to choróbsko), a Tata mówił wtedy, bym się nie stroiła, lecz ubrała...

Zdjęcie z wakacji między klasą szóstą a siódmą. W szpitalu wylądowałam właśnie krótko po rozpoczęciu roku szkolnego. Normalnie diablica z siódmej klasy

#ŚwiatowyDzieńZapaleniaPłuc #zdrowie #zapaleniepluc #dbajosiebie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz