Dzień życzliwości. Post mam już dawno gotowy, ale jednak napisałam nowy, bo patrząc na to, co się dzieje na moim blogu, wymaga osobnego komentarza.
Ostarnio wyraziłam swoje zdanie co do warunków panujących w Gdańsku. Można się z tym zdaniem nie zgadzać, ależ oczywiście, ale to z jakim odzewem spotyka się mój post, przechodzi ludzkie pojęcie. Normalnie viral i byłabym tym zachwycona, gdyby któryś mój inny tekst literacki i niewątpliwie głębszy był tak żywo komentowany.
Co chwila pojawia się nowy komentarz i nie byłoby w tym nic złego, gdyby to nie był najczęściej stek wyzwisk. Komentarze są cyniczne, obraźliwe. Nazywa sie mnie debilką, wariatką, w d*pie mi się przewraca, poyebalo mnie, jestem z innej planety. Jest też cala garść rad: mam sobie kupić narty, biegówki, sanki itd. Polecam! Naprawdę ciekawa lektura to jest. Zajrzyjcie. Mnie to bawi, stymuluje do równie absurdalnych odpowiedzi, napędza mój blog, mam masę wyświetleń.
To co mi znowuż nie pasuje?
Przerażającym jest fakt, że ten post komentują mężczyźni w wieku 25-44 lata. Żadna to moja grupa docelowa, ale co tam. I to są synowie, ojcowie, bracia, mężowie, partnerzy, wujkowie, koledzy, przyjaciele. Mają dzieci, rodzeństwo, kuzynostwo. Plują hejtem w nieznaną im osobę, nic o niej nie wiedząc. Są jak widać wprawieni w żonglowaniu inwektywami. Ci mężczyźni to najzwyklejsi hejterzy (tych panów, którzy po prostu się ze mną nie zgadzają, a do czego mają pełne prawo, mianem hejterów nie określam), a że w internetach nic nie ginie to widzą to wszyscy ich znajomi. Nie wiem czy byłabym taka dumna,
gdyby ktoś mi bliski tak potraktował drugiego człowieka.
Tyle trąbimy o hejcie i zastanawiamy się, dlaczego młodzież się tnie lub targa na własne życie. Taka ilość szamba wylana na drugiego człowieka, szczególnie młodego, może byc po prostu śmiertelna. I kto tego uczy? Dorosły człowiek, mężczyzna, wcześniej wspomniany ojciec, syn, wujek i robi to tylko dla samego hejtowania, aby dowalić. Tak dla frajdy, by spuścić powietrze, wyżyć się na jakiejś rowerzystce.
A najlepsze jest to, że w realu nie mieliby odwagi, by mi to powiedzieć w oczy, co więcej może nawet na ścieżce rowerowej by mi pomogli (zawsze, gdy na przykład spadał mi łańcuch to jakiś rowerzysta się zatrzymywał i mi pomagał, nierzadko proponując kawę). Nikt mnie nie wyzywał, nie uwłaczał mojej inteligencji, nie kwestionował czy mam pompkę lub zestaw naprawczy. Nie pytał o podatek drogowy, OC, rejestrację roweru, letnie/zimowe opony, łańcuch ani czy mam wszystkie klepki.
Nikt nie wyśmiewał braku umiejętności założenia łańcucha, lecz po prostu bezinteresownie (chyba) pomagał mi w problemie.
W internetach natomiast każdy chojrak (niemal) każdy wie najlepiej, testosteron buzuje, w pracy mu nie wyszło to się wyżyje, uda mądrzejszego niż jest, dowartościuje się czyimś kosztem, podpompuje ego (czasem już sflaczałe).
Mnie przykro nie jest. Wstyd też nie, bo to nie ja prezentuję takie postawy. Żal mi bliskich tych hejterów, a szczególnie dzieci i młodzieży, która z nimi przebywa, czyta te komentarze i nimi nasiąka.
Ja póki będę mogła, rowerem bede jeździć. Pojadę do pracy, ale ktoś inny na moim miejscu, w takim szambie, mógłby utonąć. Może uznać, że dla ulgi sie napije, p*zyćpa, zaplanuje swój koniec skacząc z m*stu czy biorąc t*bletki.
A kto mu dał na to przepis? Dorosły człowiek. Może tata, wujek, brat, kuzyn...
A temat hejtu na swoim przykładzie omówię z młodzieżą. Mam materiał z pierwszej ręki, a że świat jest mały to nigdy nie wiadomo, czy nagle się nie okaże, że mój hejter jest komuś świetnie znany...
Zdjęcie dla przyciągnięcia uwagi.
Ps. Życzliwości Wam życzę każdego dnia, na ścieżce rowerowej, w sklepie, pracy, knajpie, a przede wszystkim w internecie.
#bike #rower #rowerempomiescie #bikeinthecity #bikegirl #rower #blog #pisanie #cycling #cyclepath #biker #rowermiejski #rowerempomieście #gdansk #ilovegdn #fitkobieta #fitwoman #workout #stophejt #dzieńżyczliwości #życzliwość #hejtwinternecie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz