ZATRACONA

 


Zakochałaś się.
Jest Wam tak dobrze.
W kuchni, gdzie razem gotujecie.
W przedpokoju, kiedy rozchodzicie się w swoją codzienność.
W sypialni, gdzie się smakujecie.
Jest rozmowa, przytulenie, ciche dni i głośne noce.
Wiesz, że to ten. Ten, z którym chcesz się śmiać, kłócić, kochać i malować ściany.
Zatracasz się, spędzasz z nim każdą chwilę jakbyś bała się, że on zaraz zniknie.
A on przecież jest i nigdzie się nie wybiera.
Ty go jesz łapczywie. Zamykasz się w Waszym świecie, szczelnie. Delektujesz się, oddychasz tylko nim.
Nikt inny się nie liczy.
Porzuciłaś dawne życie, znajomości, pasje.
Jesteś tylko jego.
Wtapiasz się w jego świat.
Swój opuściłaś nawet nie wiesz kiedy, choć jego cień przemyka Ci gdzieś w oddali. Śmiech przyjaciół, ich zatroskane oczy, smak razem jedzonej pizzy.
Nie masz czasu dla swojego życia.
Jest tylko Wasz czas.
Twoja przestrzeń skurczyła się do niego i oplotła Cię niczym bluszcz.
Nie ma Ciebie.
Jesteście Wy.
Oddałaś mu swój kawałek podłogi. Zapomniałaś już, co lubisz sama.
Tak Twoim zdaniem wygląda miłość?
Usiądź, weź głęboki oddech, powiedz mu, że go kochasz i otwórz stare drzwi do siebie.
Możesz być sobą będąc z nim w związku jednocześnie.
A jeśli to niemożliwe to to nie jest miłość, lecz więzienie wytapetowanie jej marną imitacją...


Podoba Ci sie mój post?
Podaj go dalej.
Obserwuj moją stronę Poli Ann
Warta jest Twojego czasu!

POZWÓL SOBIE

 



Usiądź.
Weź głęboki oddech.
Zrób sobie herbatę lub kawę, coś, co lubisz najbardziej.
Pozwól sobie na siebie.
Na chwilę, nie myśląc o innych, o tym, co trzeba, co musisz.
Odsuń problemy i troski. Zdążysz się pomartwić.
Odłóż obowiązki. Poczekają sobie spokojnie.
Świat się nie zawali, gdy pozwolisz sobie na siebie.
Gdy sie zastanowisz nad tym, czego chcesz.
Albo nie pogrążysz się w żadnych myślach po prostu rozkoszując się chwilą.
Pozwól sobie na swój czas, kiedy wszystko inne znika i cichnie.
Gdy jesteś tylko Ty sam(a) ze sobą.
Warto.
Pozwól więc sobie na bycie ze sobą sam na sam bez wyrzutów sumienia.
Przecież to Ty musisz ze swoim odbiciem wytrzymać przez całe życie.
 
Spokojnego dnia!
Podoba Ci się mój post?
Podaj go dalej.
Obserwuj moją stronę Poli Ann
Warta jest Twojego czasu.

OTO JA...KOBIETA

 



Nie jestem słaba. Może tylko mniejsza, drobniejsza i pozornie tylko nie taka silna jak Ty.
Może nie podniosę wielkiej komody, nie zmienię koła w aucie czy nie pójdę do pracy kopalni.
Zrobię za to mnóstwo innych rzeczy.
Emocje, które mną targają nie są wcale moją słabością.
One są jak drogowskaz, pokazują mi kierunek, odwodzą od złych decyzji.
Intuicja to nie jakieś infantylne widzimisię.
To mój barometr, bardzo czule odbierający świat dookoła mnie.
To że płaczę, krzyczę, uwalniam całą feerię emocji nie jest oznaką braku kontroli.
To oczyszczenie, które pozwala mi pozbyć się negatywnej energii.
Ta dla Ciebie niezrozumiała kobiecość jest po coś.
By wyczuć drugiego człowieka, poznać go, pomóc mu.
By móc być matką i w mig rozpoznawać potrzeby dzieci, wychować je, uczyć jak poruszać się we współczesnym świecie.
By być partnerką, dać Ci miłość.
By być szczęśliwą sama ze sobą.
Jestem silna, zniosę wiele. Gdy kocham nie ma bólu, którego bym nie wytrzymała.
Czasem myślę, że nie dam już rady, a życie dokłada mi kolejne ciężary i ja choć pozornie taka słaba dzielnie je dźwigam. Uniosę więcej niż myślisz.
Upadnę i się podniosę.
Wypłaczę, a potem uśmiechnę.
Wezmę głęboki oddech i pójdę przed siebie.
To ja KOBIETA.
Krucha jak szkło i silna jak stal.
Podoba Ci się mój post?
Podaj go dalej.
Obserwuj moją kobieca stronę życia Poli Ann
Warto!

(NIE) LUBIĘ CIĘ PONIEDZIAŁKU

 



Biedny ten poniedziałek. Czy to jego wina, że jest pierwszy, zaraz po weekendzie i oznacza początek nowego tygodnia, a tym samym często i pracy? 

Biedny, bo na nim wszyscy psy wieszają, marudzą, że już nadszedł, grymaszą i z podkówką na ustach idą się z nim witać. 

Biedny jest...

A co gdyby tak spojrzeć na niego inaczej? Nie z niechęcią i nienawiścią, że oto trzeba wstać o nieludzkiej porze jaką jest szósta rano czyli w połowie nocy, że należy zabrać się za obowiązki, stawić czoła wyzwaniom, sprężyć się, zapomnieć o błogim lenistwie i te pe i te de.

A co gdyby spojrzeć na ten poniedziałek jak nie ma początek katuszy, nowej diety czy pędu?
Poniedziałek to mogą być nowe drzwi, kolejne szanse, czyste tablice, które możesz zapisać inaczej niż wcześniej. To korekta poprzednich błędów, nadzieja na lepsze, świeża perspektywa, kolejne możliwości, świeży wiatr, poranne słońce nieśmiało wschodzące na horyzoncie. 

Jeśli wiesz, jak przemierzać tę drogę możesz to robić szybciej albo rozglądając się na boki zauważając wcześniej niezauważone. Gdy nie lubisz tej drogi możesz ją zmienić lub spróbować pokonać w inny sposób, albo zawrócić i dojść do wniosku, że ta wędrówka całkowicie Ci nie odpowiada. Może ten początek będzie końcem czegoś, co Cię męczy, uwiera, niszczy, wysysa. Spójrz zatem inaczej na poniedziałek. Uśmiechnij się do niego, przeproś go za ciągłe złorzeczenie i wisielczy humor. Napij się kawy lub ulubionej herbaty, wyjdź do niego jak nie w podskokach to choć z kącikami ust lekko uniesionymi do góry i pomyśl: DAM RADĘ!!! TO BĘDZIE DOBRY DZIEŃ!!!

Bo będzie:)





PIĄTEK TRZYNASTEGO










PIĄTEK TRZYNASTEGO
Ano w piątek trzynastego mój miętus nie ten tego i na nóżkach musiałam iść z koszyczkiem do domu mego, niczym Czerwony Kapturek, co to spotkał w lesie wilka złego
A po naszemu:
Śmigam rowerkiem moim, z włosem rozwianym, z koszyczkiem pełnym dokumentów (3 egzemplarze mojej nowej ksiązki w maszynopisie, jedynie po 176 stron każda plus kubek termiczny z herbatką) i radośnie gadam z koleżanką, a tu nagle trach. Powietrze mi zeszło z tylnej opony. Calutkie. Śniadanie jadłam i owszem, niemałe nawet, ale żebym za gruba była? No błagam! I olśniło mnie, że mój luby wczoraj mi tę oponę próbował dopompować, czego nie dokonał w sumie, gdyż uznał, że mam wentyl jakiś dziwny (jak się dowiedziałam dziś - francuski:) Chłopina sie narobił, koła nie dopompował, a dziś jeszcze ode mnie burę dostał jak stąd na Księżyc, bo dobre cztery kilometry zasuwać z powrotem musiałam, szukając wulkanizacji, co w okresie wakacyjnym nie jest takie proste. Na szczęście jednak znalazł sie taki czarodziej, co stwierdził, że nawet z tym francuskim wentylem da radę mi miętusa reanimować, ale nie na już, lecz na wtorek dopiero. Zatem w koszyczkiem musiałam wracać do domu. A w koszyczku niemal ryza papieru i ta herbata nieszczęsna. No ale lwica musi sobie radzić, mięsem rzuciła, chłopa ochrzaniła, i do domu wróciła.
Kurtyna:)
A jak u Was?

KRÓTKA RZECZ O KONKURENCJI






KRÓTKA RZECZ O KONKURENCJI

Występują: On, Ona, domniemana Konkurencja

Akt 1 i jedyny

Pewnego razu, w miejscu i czasie bliżej nieokreślonym On powiedział do niej:
- Nie bądź taka pewna siebie, masz konkurencję.

Ona, tego razu, w miejscu i czasie bliżej nieokreślonym, spojrzała na niego i odrzekła:
- Och! To straszne co teraz?! Już wiem, masz trzy odpowiedzi do wyboru:
a) Ja nie mam konkurencji!
b) Niech konkurencja uważa na mnie!
c) Moje drugie imię to Bezkonkurencyjna:)

Niepotrzebne skreślić - i uśmiechnęła się promiennie, kierując swoje kroki w przeciwną stronę.
Kurtyna.


Podoba Ci się mój post?
Podaj go dalej.
Obserwuj moją stronę.
Warta jest Twojego czasu.

STARCZY







- Jesteś szczęśliwa? - zapytał rozsądek.
- Jestem - powiedziałam szczerząc zęby.
- Jak to? - zdziwił się. - Przecież nie jesteś bogata ani sławna. Nie jesteś gwiazdą, królową, wielką osobowością. Nie masz medalu olimpijskiego na koncie. Nie mieszkasz w willi z basenem, nie posiadasz prywatnego samolotu ani ludzi, którzy dla ciebie pracują - wyliczał sumiennie. - Mieszkasz w bloku, masz kredyt i słabo płatną pracę. Nawet rower masz stary. Auto bardzo skromne.
- Mam siebie! - krzyknęłam z radością. - Mam czas, dach nad głową, rodzinę i jedzenie w lodówce. Posiadam piękny rower i własne auto. Mam też cudownego psa i fajnych przyjaciół.
- I to ci wystarczy? - zapytał z przerażeniem w głosie.
- Mam akurat. Starczy. To więcej niż niektórzy posiadają - odparłam lekko.
- Dziwna jesteś - zniżył głos. Chyba się rozczarował.
- Szczęśliwa - odparłam z uśmiechem na twarzy i tak pojechałam moim rowerem nad morze, gdzie tylko upewniłam się co do tego, że mi starczy.

CIAŁO

 




Dziś będzie z inspiracji.
To, co wczoraj zrobiła na scenie w Sopocie Pani Ewa Farna zasługuje na owacje na stojąco. Nie tylko ze względu na jej znakomity głos. Jej występ, gest po piosence, płaszcz...
Weźmy najpierw pod lupę słowa utworu "CIAŁO". Absolutny sztos - mówiąc kolokwialnie.
Czym jest nasze ciało Drogie Dziewczyny, myślałyście?
Ciało kobiece niczym tkanina jest układane przez doświadczenia losu. Najpierw gładkie, delikatne, zwiewne. Następnie, z biegiem czasu gdzieniegdzie rozdarte, przetarte, prze- lub odbarwione, zszyte grubymi nićmi. Traci swoją nieskazitelność, zyskując wyjątkowość i siłę. Tkanina bowiem może w niektórych miejscach być rozpruta, wygnieciona, ale w innych jest znacznie mocniejsza. Splot nici zahartowany przez życie staje się ciaśniejszy.
Nasze ciało nosi ślady tego, co przeżyłyśmy. Jest wygrawerowane jak śpiewa Ewa. Wyryte przez los, naznaczone i zmienione. I na tym polega jego piękno. Na ciągłej zmianie. To ciało może dać drugie życie, pożywienie, rozkosz, ciepło, bezpieczeństwo. Ciało będzie zawsze jakieś, nigdy takie samo. Każda z nas jest jakaś, inna, oryginalnie wygrawerowana. Każda tkanina układa się inaczej. Nie daj sobie zatem wmówić, że nie wpisujesz się w ramy ani standardy. Gruba, chuda, wysportowana, eteryczna, wysoka, niska, średnia, pełno- czy niepełnosprawna, jesteś unikatowa. Pamiętaj o tym. I doceń swoje ciało, noś swoją tkaninę z gracją i dumą. Tylko Ty wiesz, ile przetrwała.
Pani Ewo, za zaproszenie na scenę trzech wspaniałych, pięknych kobiet - czapki z głów!
Podoba Ci się mój post?
Podaj go dalej.
Obserwuj moją kobiecą stronę życia Poli Ann
Warto!

#dzieńwyznawaniamiłości

 






#dzieńwyznawaniamiłości
Komu mówisz KOCHAM CIĘ?
Mężowi, żonie, rodzicom, rodzeństwu, dziadkom, dzieciom, przyjaciołom i pewnie pupilom - psom, kotom, chomikom, króliczkom itp.
A jak często mówisz to sobie?
Chyba znam odpowiedź...
Najpierw musimy pokochać same siebie, by umieć miłością obdarzyć innych.
Powinnyśmy patrzeć na siebie z zadowoleniem, by nie karać bliskich za swoje niepowodzenia.
Być z siebie dumne, by ze spokojem patrzeć na świat.
Doceniać siebie, by nie czuć kompleksów.
I nie namawiam moje Drogie Dziewczyny do arogancji, buty i zadzierania nosa. Bo to o ten jeden krok za daleko. Chodzi mi o to, by kochać siebie zdrową miłością.
Przytulać mentalnie i głaskać, nagradzać za sukcesy, a z porażek wyciągać wnioski.
Nie dołować się, nie karać i nie obrażać na cały świat.
Można popłakać, by się oczyścić.
Posmucić, by wstać i powiedzieć do swojego odbicia:
Kocham Cię mała!
I czuć to naprawdę.
Pozwolić sobie na niedoskonałość.
Wybaczyć błędy.
Nie obwiniać za krzywdy, które ktoś nam zrobił.
Nie szukać winy w sobie na siłę.
A jeśli faktycznie ją ponosimy to spróbować naprawić to, co zepsułyśmy.
Cieszyć się sobą.
Znać swoją wartość.
Patrzeć na siebie z zachwytem.
Akceptować.
Kochać duszę i ciało.
Wtedy można iść w świat i dać miłość komuś innemu. Miłość zdrową, piękną, silną i bezinteresowną, którą wyznawać się będzie nie tylko dziś, lecz każdego dnia!
Pięknego wieczoru!
Kochajcie się!

OPTYMISTKA



Wczoraj media krzyczały, że oto dzień 21. sierpnia jest Dniem Optymisty.
Hmm, coś dla mnie – pomyślałam.
Wiele osób mówi mi, że bije ode mnie pozytywna energia, że ciągle się uśmiecham, gadam jak nakręcona, a ostatnio nawet znajomi podziękował mi za mój blog pisząc, że dzięki niemu chce mu się żyć, bo zarażam dobrymi wibracjami.
Więc tak, wczoraj ewidentnie winnam była świętować mój dzień. W sumie niepoprawny optymizm towarzyszy mi od zawsze. Przecież chrzczono mnie w szpitalu, mamie kazano już wybierać trumienkę, ale ja stwierdziłam, że musi być dobrze i przeżyłam. Potem jeszcze była przepuklina, dwukrotnie połamane ręce, wybite palce, dieta bezglutenowa, a ja mimo to wciąż wierzyłam, że dam radę. I dawałam.
Zawsze uśmiechnięta, żywiołowa, komunikatywna, ambitna, co roku z czerwonym paskiem pokonywałam swoje małe, wielkie demony. Byłam finalistką olimpiady polonistycznej, dostałam się do wymarzonego liceum, a potem na ukochaną germanistykę, na która przyjęto tylko trzydziestu szczęśliwców. O tak, wtedy mój optymizm sięgał zenitu. Gdy koleżanka z klasy powiedziała mi, że na uniwerek w Gdańsku na pewno się nie dostanę, ja uparcie wierzyłam, że mi się uda. I udało, moje nazwisko było piętnaste na liście. Ryczałam wówczas jak bóbr, ludzie mnie pocieszali mówiąc: „Nie martw się, dostaniesz się za rok”, ja zasmarkana łkając im mówiłam:” Ale ja się dostałam!”, a oni wybałuszali oczy.
Pomyślałam sobie wtedy, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Wierzyłam, że sobie poradzę. I tak było. Studiowałam, pracowałam, robiłam kursy, zaczęłam kolejny dzienny kierunek, zaręczyłam się. Obroniłam się pierwsza na roku, znalazłam pracę, którą po miesiącu rzuciłam, bo uznałam, że bycie nauczycielem to jest to. Trzeba być nie lada optymistą, by wykonywać ten zawód prawda?
Praca w gimnazjum, trudne dzieciaki, zaciskałam zęby i każdego dnia dawałam radę.
Optymizm pomógł mi też w życiu osobistym, gdy usłyszałam, że nie zostanę matką. Nie przyjęłam tego do wiadomości. Po prostu. Zmieniłam lekarza, zastosowałam się do jego rad i dawki leków, i o dziwo po trzech miesiącach na teście zaróżowiły się pysznie dwie upragnione kreski. Ale żeby jednak za różowo nie było zaraz na początku ciąży spadła na mnie diagnoza o przewlekłej chorobie, na dodatek zakaźnej i wtedy trudno uleczalnej. Wtedy na jakiś czas obraziłam się na optymizm, ale na krótko. Uznałam, że trzeba założyć zbroję i walczyć. Ciężka to była walka, nierówna, inwazyjna, trwająca kilka lat. Wiele razy upadałam, ale podnosiłam się, ocierałam łzy, tuszowałam rzęsy, muskałam usta błyszczykiem, zakładałam szpilki i z uśmiechem szłam dalej. Dawałam radę.
Niejednokrotnie dostawałam od losu dwa sierpowe. Dlaczego dwa? Ano żeby po jednym za szybko nie dojść do siebie. Znów więc spadałam w czarną otchłań i rytuał z tuszem i szpilkami powtarzałam dopóty, dopóki nie byłam w stanie stać na tych cholernych szpilkach z uśmiechem na twarzy.
I tak niepoprawną optymistka jestem nadal.
Gdy powiedziano mi, że moje dziecko się nie rozwija.
Gdy w pracy byłam odpowiedzialna za potężny, międzynarodowy projekt.
Gdy dwukrotnie poddawałam się inwazyjnym terapiom lekowym.
Gdy zmieniłam pracę.
Gdy w międzyczasie zaproponowano mi pracę ze studentami.
Gdy otworzyłam blog, wydałam pierwszą, drugą i trzecią (sic!) książkę.
Gdy w domu pojawiła się goldenka.
Nawet gdy po maturze zdawałam egzamin na prawo jazdy to wierzyłam, że dam radę. I choć nie wiem jakim cudem to zdałam go za pierwszym razem.
Gdy zdiagnozowano u mnie Hashimoto i niedoczynność tarczycy.
Gdy dwa lata temu kładłam się pod nóż, bo zaatakowała mnie endometrioza.
Gdy, gdy, gdy…
Zawsze myślę pozytywnie. Gdybym się poddała, nie byłabym w tym miejscu, w jakim jestem obecnie.
Dziś patrzę w lustro i widzę uśmiechniętą babkę, która siebie lubi, akceptuje, z nikim nie porównuje, bo wie, ile jest warta. Rozwija się, uczy i coraz bardziej się sobie podoba. Kompleksy odłożyła wysoko, na taką półkę, na którą trudno jej sięgnąć. Ma pracę, którą kocha i w której jest dobra. Ma swoje pasje. Prowadzi blog i wydaje książki. Otwiera się na świat.
Ma mnóstwo porażek na swoim koncie, ale i sporo zwycięstw. Z tych pierwszych wyciąga wnioski, te drugie motywują ją do dalszej pracy. Dużo osiągnęła, sięga po więcej i nie ma opcji, żeby się nie udało. Przecież jest optymistką i da radę!
Podoba Ci sie mój post?
Podaj go dalej.
Obserwuj moją kobieca stronę życia Poli Ann
Warto!
Image by Marta Borkowska Sepis Project. Fotografia noworodkowa, dziecięca i rodzinna
#dzieńoptymisty #uśmiechnijsię

ZOŁZA

 




- Ślicznotka z Ciebie - napisał, a ona już prawie naciskała "blokuj" na Messengerze. Zerknęła na jego profil. Żadnych głupot, zbereźnych memów. Trochę sportu, polityki. Był młodszy.
- Jak chcesz poderwać gówniarę to pisz tak dalej. Jak chcesz zdobyć kobietę, zmień teksty - odpisała. - Może wyciągniesz z tego jakąś naukę.
- Słodka jesteś.
- Nie rozumiesz. Żegnam.
- No ej! - I wysłał jej bukiet kwiatów. Wirtualny, ale zawsze.
- Słuchaj chłopcze. Męża mam i udane życie. Romanse i sexting mnie nie interesują.
- No coś Ty! Po prostu chcę Cię poznać.
- Dzieciaku daruj sobie.
- Cudowna jesteś. Nigdy nie mów nigdy. Mąż nie jest na zawsze 😉 - i dodał emotkę.
- Serio? Nie wiedziałam - udała głupią.- To tak można? - zaczęło ją to bawić.
- Pewnie! - podchwycił. - Przecież nikt się nie dowie. Przysięgam! - Już widziała jak jej niemal ślubuje te słowa i śmiała się do rozpuku. - Ja Cię przekonam! - kontynuował.
- A do czego? - zapytała.
- Że będziesz ze mną - I znów parsknęła śmiechem. "Gdzie takich produkują?" - pomyślała.
- Tak?
- No pewnie Słodziaku ❤
- Oj słaby uczeń z Ciebie.  Nie pamiętasz nauki od samego początku. Prosiłam byś mnie tak nie nazywał.
- Wiedziałem, że to powiesz. Śliczna jesteś.
- Którego słowa w ostatnim zdaniu wyżej nie zrozumiałeś?
- Oj nie denerwuj się tak Księżniczko!
- Jestem spokojna, bardzo.  Liczyłam, że może dzieciak taki jak Ty posłucha kobiety, wyciągnie wnioski. Spalasz się takimi tekstami na samym początku. A tu jak grochem o ścianę. No chyba, że dla fanu to robisz lub dla zakładu. Ok, ale nie marnuj mojego czasu.
- No wiesz, dlaczego zachowujesz się jak zołza?
- Zołza? - znów parsknęła śmiechem.
- Tak, złośliwa Zołza !
- No w końcu jakiś dobry wyraz! Człowieku wiesz ile lat ma to czekałam? Dzięki!
- ???? - chyba nie zrozumiał o co jej chodzi.
- Powiedziałeś mi komplement. Zołzą mogę być. Słodziakiem, ślicznotką i laleczką już dawno nie jestem. To kwestia pewności siebie wiesz? Nie musisz mnie zagadywać durnymi tekstami. One nie zadziałają. Chcesz poderwać starszą? Wysil się. Dojrzała kobieta zna swoją wartość. Niełatwo ją zdobyć. Trzeba się natrudzić, a nie rzucać frazesami. Musisz chcieć ją poznać.
- To jakiej muzyki słuchasz? - zapytał od razu.
- Ale to nie o to chodzi! - niemal krzyknęła do klawiatury telefonu.
- A o co?
- Tu nie chodzi o ulubiony kolor. Musisz wzbudzić jej zainteresowanie.
- Nie rozumiem.
- No właśnie widzę. Daruj sobie. Po prostu do mnie nie pisz i będzie spokój.
- Znów piszesz jak zołza.
- Dzięki ❤❤❤❤ - śmiała się w głos. Ten dzieciak ją bawił i kompletnie nie wiedział, jak poderwać kobietę. I jeszcze strzelał fochy.
- Dlaczego jesteś taka okropna?
- Okropna? To już kolejny komplement dziś. Dzięki! Promocja jakaś czy co?
- Nie masz poczucia humoru.
- Serio tak myślisz?
- Tak, jesteś poważna i zołzowata!
- Dzięki, zapiszę sobie tę słowa ok? 
- Naprawdę jesteś zołza!!! - powtórzył.
- Wiem 😄 - i już dalej nie kontynuowała tej dziwnej konwersacji. Zawsze była uprzejma, przepraszała nawet gdy ktoś nadepnął jej na palec. Potem było jej z tym źle. Miała pretensje do siebie, że nie reaguje zgodnie z sumieniem tylko tak jak powinna. Od jakiegoś czasu zaniechała tej praktyki. Zdecydowanie wolała mówić co myśli, przyjemniej było być nazywaną zołzą aniżeli księżniczką. Czuła, że zołza to jej drugie imię. Szczera, pewna siebie, dojrzalsza. Jak dobrze było w końcu siebie znaleźć!

Zołzo Kochana podaj ten post dalej.

Obserwuj moja jakże zołzowatą stronę:)

Warto!





RÓŻNICE

  - Po co z nim jesteś? - pytają. - Ty taka śliczna. On, no przystojny niech będzie, ale Bradem to on nie jest. - kontynuują. - Po co z nim ...