Znów będzie o szkole. Zawsze tak jest, że w wakacje przygotowywane są dla nauczycieli niespodzianki. Nowe rozporządzenia, nowelizacje tych jeszcze istniejących, inne przepisy. Stawiani jesteśmy przed faktem dokonanym. O nic się nas nie pyta.

Podkreślmy, że zmieniona władza dotrzymała jedynie część ze swoich postulatów:
a) podwyżka - świetnie, dawno nie dostałam jakiejkolwiek, ale biorąc pod uwagę inflację możemy to potraktować jako waloryzację. Siła nabywcza pieniądza drastycznie zmalała, bogatsi się nie staliśmy i wciąż zarabiamy niewiele ponad najniższą krajową (mówię tu o nauczycielach dyplomowanych czyli tych najwyżej stojących w belferskiej hierarchii),
b) mniej religii w szkołach - mimo że wychowana zostałam w domu katolickim moje postrzeganie kościoła jako instytucji diametralnie się zmieniło na przestrzeni lat.
Uważam, że religia powinna być nauczana poza szkołą (dla chętnych) i finansowana w inny sposób niż obecnie. Dwie godziny religii wciśnięte w przeładowany plan, pozajmowane sale w przepełnionych szkołach podczas gdy często salki katechetyczne na plebanii (mówię tu o własnym doświadczeniu) świecą pustkami, znacznie utrudniają organizację życia szkolnego.
c) odchudzenie podstawy programowej - zobaczymy w tzw. praniu.

Prestiżu zawodu nauczyciela nie da się poprawić w ciągu kilku miesięcy, tego jestem świadoma, jednak obecne działania rządu absolutnie nie wpłyną pozytywnie ani na wątpliwą i tak już renomę tej profesji jak i sam proces nauczania.

Jako nauczyciel licealny mogłabym mieć to wszystko w nosie, ale jako że mam empatii więcej niż powinnam i za sobą kilka lat pracy w podstawówce, patrzę z przerażeniem na to, co od września właśnie w szkole podstawowej ma się dziać. Napływ tylu tysięcy dzieci ukraińskich, z bardzo różną znajomością języka polskiego i zwiększenie liczebności klas to naprawdę genialny pomysł. Owacje na stojąco! Wiadomo papier wszystko przyjmie, pytanie jak szkoły?

Ogrom tych w miastach (w miasteczkach i na wsiach sytuacja zapewne wygląda inaczej) jest przepełnionych. Dwuzmianowość daje ostro w kość dorosłym i dzieciom (prowadzenie zajęć z angielskiego/matematyki/chemii o godzinie 16 zimą i zainteresowanie przemęczonego i przebodźcowanego ucznia to naprawdę "wyższa szkoła jazdy"), ciągły brak pomieszczeń, tłok na korytarzach i hałas nie do zniesienia. Proszę zatem dodać do tego dziesiątki nowych dzieci, być może zagubionych, nie zawsze mówiących po polsku. Podkreślić należy, że szkoły w cudowny sposób nie puchną i nie robi się w nich więcej miejsca, a w klasie nadal jest jeden nauczyciel, który ten cały bajzel (chodzi mi tu o organizację, a nie same dzieci) ma ogarnąć. Jak? Nikt takich przepisów nie stworzył.

To, że nowoprzybyłych należy asymilować jest oczywiste, ale do tego należy się przygotować, a nie wrzucić ich w mury szkolne, a dyrektorzy i nauczyciele niech sobie jakoś radzą.
Gdzie dodatkowe wsparcie? Etaty dla polonistów? Kasa na zajęcia wyrównawcze i być może terapie, bo cały czas nie wiemy jakie przeżycia ukraińskie dzieci mają za sobą?
Odpowiedź jest prosta - nie ma. Nie ma ani wsparcia ani pieniędzy. Nie zazdroszczę nauczycielkom edukacji wczesnoszkolnej w klasach 1-3. Robotami nie są. Dlaczego co roku jest trudniej i nikt szkoły i jej pracowników na to nie przygotowuje?

A gdzie w tym wszystkim polski uczeń? Ze swoimi potrzebami, problemami i traumami? Jak ma uzyskać pomoc kiedy uwaga nauczycielki w klasie rozproszona będzie na jeszcze więcej jednostek (indywidualizacja nauczania to bujda!). Jak dyrektorzy ułożą plan? Jak nauczyciele udźwigną dodatkowe obowiązki? Nie mówcie mi tu o powołaniu. Z pasji do uczenia nikt jeszcze kredytu nie spłacił i zakupów nie zrobił.

Ja wiem, że polska szkoła jeszcze jest pełna siłaczek i siłaczy, których liczba dramatycznie spada, bo hejtujące społeczeństwo kazało im iść do "biedronki" (- to poszli). Ale na litość boską czy ktokolwiek zastanowił się nad tym jak ten nowy rok szkolny ma wyglądać? Jak uczyć te dzieci? Jak reagować na ich potrzeby? Jak je wspierać? I znów, gdy coś pójdzie nie tak, winny będzie nauczyciel. Kto poniesie odpowiedzialność za to, że daje się belfrom obowiązki nie do zrealizowania, a jeśli już to po macoszemu, bo każdy ma przecież swoją wydajność?

Nadmienię, że nauczycieli jest nadal mniej. Rażące są braki w wielu miastach, etaty łata się studentami i emerytami. Jak dyrektorzy układają arkusze naprawdę nie wiem. To jest istna magia, czary mary, hokus pokus. Tak sami zresztą jak i zapowiada się nowy rok szkolny.

Czarujcie więc... Trzymam za Was i za nas kciuki.

Komentarze

Popularne posty