NIEFAJNIE NA ROWERZE
Gdańsk ma dużo ścieżek rowerowych i jeździ się tu świetnie, jednak są takie momenty, że na dosłownie dziesięć metrów ścieżka zlewa się chodnikiem. I tak było i tym razem.
Jadę sobie spokojnie, widzę przed sobą parę przechodniów, którzy mogliby być moimi rodzicami, zwalniam i naciskam na dzwonek. Ten się zaciął. No cóż, zdarza się. Grzecznie więc, cały czas będąc w bezpiecznej odległości mówię:
- Przepraszam!
Najczęściej spotykam się z pozytywnym odbiorem. Ludzie schodzą z drogi. Niektórzy się uśmiechają nawet. Ja zawsze, ale to zawsze dziękuję za uprzejmość.
Dziś po pierwszej prośbie reakcji nie było. Zdziwiłam się, bo głowę bym dała, że mnie słyszeli. Powtórzyłam więc uprzejme
"Przepraszam" niemal już prowadząc rower, by nikomu nie zrobić krzywdy.
Wtedy para się odwraca i bardzo agrestwnym tonem wyraża pretensje o brak dzwonka. Gdy tłumaczę, że się zepsuł i informuję przecież głosowo, że się zbliżam i zachowuję wszelkie środki ostrożności, spotykam się z krzykiem, machaniem rąk i niezadowoleniem, żeby nie powiedzieć wk***wem dziarskiej pary, jak to rowerzyści po nich jeżdżą i mam zjeżdżać na ulicę (obok jedna z głównych arterii Gdańska, prędkość do 70 km/h i nijak dla rowerów).
Ciśnienie mi podnieśli, jednak trza się opanować i jedyne co powiedziałam, że nie życzę sobie krzyków, że jeden rowerzysta nie może obrywać za wszystkich i że powinni się wstydzić dając taki przykład zachowania młodym ludziom.
- Jak mamy państwa szanować skoro tak reagujecie? - zapytałam retorycznie, a gdy raczyli mnie w końcu przepuścić i nadal nie żałowali "miłych słów", ja życzyłam im dobrego dnia i zdrowia.
Sporo mnie to kosztowało, bo na końcu języka miałam epitecik w klimacie tych, jakimi oni częstowali mnie, jednak w myśl tego, że daję ludziom to, co posiadam zakończyłam "pogawędkę" kulturalnie. W przeciwieństwie do przechodniów.
Zatem moi Mili !!!
Jeśli jakimś cudem to czytacie to powiem tyle, że mi wstyd za Was. Frustracji i chamstwa się nie usprawiedliwia. Poziom Waszej agresji i przemocy słownej dziś był naprawdę "imponujący".
Dobrze, że rodzice nauczyli mnie kultury i nie zripostowałam wprost proporcjonalnie do Was.
Niemniej wstyd i żenada.
Jednocześnie proszę aby moje Czytelniczki i Czytelnicy 60+ nie brali tych słów do siebie. Moje oburzenie kieruję tylko i wyłącznie w stosunku do napotkanej pary.
Dodam ponadto, że w drodze powrotnej dwa razy jeszcze miałam sytuację z moim "Przepraszam" (dzwonek zastrajkował, muszę kupić nowy) i za każdym akurat razem były to młode kobiety i z uśmiechem ustępowały mi drogę, na co ja jak zwykle zresztą odpowiedziałam: - "Ślicznie dziękuję! Miłego dnia!".
Można? Można!
Czyli w moim i młodszym pokoleniu nadzieja jest - uspokajam gdyby starsza generacja się martwiła i włosy z głowy rwała, bo co to za czasy.
Ano takie, że czasem młodsi starszych kultury uczyć muszą.
Brawo My!
Proszę o udostępnienia.
Może dotrze do Adresatów.
Z poważaniem
Poli Ann
Komentarze
Prześlij komentarz