PRAWIE MATURZYSTKA
Pracowałam wówczas w pewnym gdańskim liceum i zostałam wytypowana do komisji maturalnej w innej szkole (to normalna procedura, że szkoły wymieniają się nauczycielami, by składy komisji były jak najbardziej bezstronne).
Od ówczesnej dyrekcji otrzymaliśmy prikaz by być bezwzględnie punktualnym, a że zbiórka była o ósmej, to już o siódmej rano pojechałam na drugi koniec miasta.
I cóż się okazało? Że na miejscu jestem o godz. 7.20 i mam jeszcze czterdzieści minut.
Co wówczas robi matka Polka, skoro ma pod nosem "Biedronkę"?
Ano leci na zakupy, w pół godziny je zrobi.
Więc tempem błyskawicznym wyskoczyłam z auta i pędem do sklepu. Wracam objuczona torbami, ale !!! - co szalenie istotne - ubrana na galowo - w białą bluzkę i czarną spódniczkę (bo jestem zdania, że jeśli wymagam, by maturzyści przyszli ubrani elegancko to sama im przykład dać muszę). Moje auto stoi jak stało, ale jest zablokowane workami bodajże z cementem.
- Co jest? - myślę sobie, ale to moje rozmyślanie przerywa głos młodego mężczyzny.
- To pani auto?
- Tak.
- Zostawiła je pani na luzie. Stoczyło się na moje.
Zrobiłam wielkie oczy, torby wypadły mi rąk i jedyne co wykrztusiłam:
- A panu się coś stało?
- Nie, byłem, drugiej strony. Wyciągałem dziecko z fotelika.
- Jezus Maria! - wrzasnęłam. - A z dzieckiem wszystko ok? Boże, przepraszam pana, jadę na maturę, nie mogę się spóźnić i jestem zestresowana. A teraz jeszcze mogłam spowodować wypadek. Na pewno wszystko ok?
- Tak. Wezwałem policję. Zaraz tu będą.
Ja zbladłam, bo już zrozumiałam, że na bank się spóźnię i dostanę ostrą reprymendę, i wyszeptałam:
- Na maturę się spóźnię...
Facet spojrzał na mnie z politowaniem i mówi:
- A oświadczenie spiszemy teraz? - podając mi kartkę, którą chwilę wcześniej wyciągnął ze schowka z auta.
- No oczywiście, przecież to moja wina - odpowiadam i szukam w małej torebce na ramię długopisu.
- No dobrze, to odwołam tę policję - powiedział już spokojniejszym tonem patrząc czy aby dobrze spisuję oświadczenie.
Zrobiliśmy zdjęcia obu aut i wsiadłam do mojego samochodu. Ręczny faktycznie był niezaciągnięty. Cud, że nikomu nic się nie stało.
Po całej akcji pojechałam na tę nieszczęsną maturę. Spóźniłam się kilka minut, ale nikt miał do mnie żadnych pretensji tym bardziej, ze opowiedziałam, co mi się przydarzyło. Zresztą zdenerwowanie było czuć w moim głosie.
Jako że wymieniliśmy się numerami telefonów, po przeprowadzonym egzaminie napisałam jeszcze temu człowiekowi podziękowania i przeprosiny.
A on odpisał, iż ma nadzieję, że mimo wszystko zdałam tę maturę:))))
No zdałam, kilkanaście lat wcześniej:)
Nie ma jak to być nauczycielką z komisji maturalnej, nie zaciągnąć ręcznego w aucie, narobić bałaganu z samego rana i utrudnić życie przypadkowemu niewinnemu człowiekowi, ale dzięki białej bluzce i czarnej spódniczce - zupełnie nieświadomie podkreślam - zostać wziętą za uczennicę i jednak dojechać do szkoły prawie na czas:)
PS. Zdjęcie szkolne, ale niestety nie z tamtego dnia:)
Komentarze
Prześlij komentarz