NIEDOKOŃCZONA HISTORIA CD. 1
Joanna wracała po papiery, których zapomniał Robert. Ważne były, a on musiał jeszcze podjechać do klienta, więc to ona uznała, że skoczy do firmy. Chciała jeszcze zrobić szybkie zakupy w pobliskim supermarkecie. Wieczorem kolejki w sklepie były mniejsze, to był plus. W aucie włączyła podgrzewanie siedzenia. Na dworze było dziś zimno, a ona miała na sobie cienką sukienkę i płaszcz. Po chwili zrobiło się jej przyjemnie ciepło. Do celu miała jeszcze kilkanaście minut. Zadzwoniła do przyjaciółki. Ta miała dać znać co u niej, a przez kilka dni się nie odzywała. Gdy Marta odebrała telefon, Joanka po samym jej "halo" wiedziała, że coś jest nie tak. A po dwóch minutach dokładnie, co jest nie tak.
Marta była na rutynowym badaniu piersi. Lekarz na usg wypatrzył guzek, a że jej mama i babcia zmarły na raka piersi, dziewczyna podejrzewała najgorsze. Doskonale wiedziała co będzie się działo, gdyby lekarze to potwierdzili. Marta mówiła bardzo spokojnym, nienaturalnie zimnym głosem. Szybko się rozłączyła. Joanna się popłakała. Puściły jej nerwy. Na dodatek zaczął padać ulewny deszcz. Lało jak cebra. W sumie Asia nie wiedziała czy to krople czy łzy zasłaniają jej świat. Wszystko zlewało się z czarną plamę. Na szczęście była już blisko firmy.
Podjeżdżając pod biuro z dużym impetem wjechała w krawężnik. Gdyby jechała wolniej, nie byłoby problemu. Jednak zbyt skupiona na problemie przyjaciółki, nie była uważna. Usłyszała tylko jak samochodem ostro trze o ten cholerny krawężnik. No tak, jej auto było niższe niż auto Roberta. Mówił jej o tym, faktycznie. Ależ będzie zły. Nie wysiadła z samochodu. Oparła głowę o kierownicę i znów zaczęła płakać. Już sama nie wiedziała czemu. Czy że Marta może być chora, czy że rozwaliła ten pieprzony błotnik, zderzak czy może nadkole, czy że mąż będzie zły.
Stukanie w okno od strony pasażera mocno ją przestraszyło. Nie spodziewała się nikogo. Była sama ze swoim żalem, złością i strachem, a tu ktoś uparcie przywoływał ją do rzeczywistości. Jan. Jan księgowy. Co on tu robił do diaska? Dlaczego pukał w szybę? Chwilę potrwało zanim Joanna oprzytomniała i uchyliła okno.
- Pani Joanno, mogę pomóc - powiedział tym swoim spokojnym głosem.
- Ale w czym? - powiedziała pociągając nosem. Łzy płynęły jej po policzku, starannie wytuszowane rzęsy były rozmazane, dłonie z perfekcyjnym manicurem drżały. Jan przyglądał się jej dokładnie. Była fascynująca.
- Chyba uderzyła pani autem w ten krawężnik. Taki wysoki zrobili. Na moje oko zbyt wysoki.
- Tak, zawsze mówiłam Robertowi, że aż woła by w niego walnąć - cień uśmiechu pojawił się na jej twarzy.
- To dziś ewidentnie pani go posłuchała. - uśmiechnął się lekko pokazując lekko krzywe uzębienie. - Nic się pani nie stało? - zmienił ton na bardziej troskliwy.
- Panie Janku, pan jest cały mokry! - kobieta nagle oprzytomniała. - Leje jak nie wiem co!
- Spokojnie, z cukru nie jestem. Może jednak powinien obejrzeć panią lekarz. - Jan dalej spokojnie stał w strugach deszczu. Kompletnie mu to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że był blisko marzenia - kobiety, o której po cichu śnił, a wiedział, że nigdy z nim nie będzie.
- Nie nie, wszystko ok. Z autem gorzej. Boże, ale Robert będzie zły. Miliony razy mówił mi, bym uważała na ten krawężnik - mówiła szybko zdenerwowana.
- I uważała pani, to on nie uważał - Janek chciał ją rozbawić. Czuł, że jest spięta. Nerwowo szukała czegoś w torebce. - Pani Asiu mój przyjaciel jest lekarzem. Zawiozę panią, nie może pani prowadzić w takim stanie. Pani auto tu zostawimy, lepiej nie ruszać. Zaraz zadzwonię do znajomego mechanika to spojrzy i powie, co dolega pacjentowi. - uśmiechnął się znów pokazując lekko krzywe dwójki. W sumie to dodawały mu uroku. Joanna odwzajemniła uśmiech kompletnie zapominając o dokumentach. Jeszcze się trzęsąc przesiadła się do auta Jana. Po kwadransie dojechali do małego gabinetu pediatry, który był przyjacielem Janka. Zbadał ją i zalecił odpoczynek. Zszaragane miała tylko nerwy.
Jan odwiózł ją do domu, odprowadził do drzwi. Tam Joanna grzecznie go pożegnała. Podarowała mi cień uśmiechu, odwróciła się i weszła do domu. Robert nie wstając znad biurka zapytał zniecierpliwiony, czy ma te papiery. Joanna rozpłakała się. Wszystko przeleciało jej przed oczyma. Głos Marty, deszcz, huk auta i Jan próbujący żartować. Mężczyzna nie zwrócił uwagi na rozmazany makijaż żony. Uparcie dopytywał czemu nie ma tych papierów. Joanna zupełnie się rozkleiła. Łkając wyrzucała z siebie strzępki zdań.
- Jaki krawężnik? - dopytywał Robert. - Co z autem? Zostawiłaś? Boże, dać babie auto! Aśka nie maż się. Ogarnij się. Klient czeka. Ważny i teraz będę mu musiał świecić oczami - Robert był wyraźnie zły. Wyszedł w pośpiechu. Nie wiedział, że za filarem stał Jan, który gdy usłyszał podniesiony głos Roberta, nie wrócił do auta. Nasłuchiwał. I był w szoku jak szef mógł tak potraktować Joannę. Gdyby mógł, wbiegłby do środka, przytulił ją, zrobił jej herbaty i nalał do wanny gorącej wody. Klient nie zając, a żona winna być priorytetem. Co za bałwan. I ona go na dodatek kocha. On ją pewnie też, ale nie tak jak ona na to zasługuje.
Gdy Robert odjechał, Jan stał jeszcze chwilę pod domem Joanny. Widział jak szła na górę, jak gasi światło. Nie zjadła nic ani nie wypiła, a lekarz przecież prosił. Oby zasnęła. Jan wrócił do siebie. Dziesiątki razy chciał napisać wiadomość do Joanny, ale się powstrzymał. Nie wolno mu było, nawet jeśli tak bardzo o niej marzył...
Komentarze
Prześlij komentarz