OBRONA MAGISTERKI

 



Dziś mija dokładnie siedemnaście lat, kiedy to obroniłam pracę magisterską na mojej ukochanej germanistyce.
Inne czasy, nawet zdjęcia pamiątkowego nie mam z tego dnia:(
Po obronie poleciałam do dziekanatu, a potem cała zapłakana (ze szczęścia) na wykład z gramatyki języka polskiego. Mina Pana Doktora bezcenna, gdy zobaczył mnie zaryczaną. Proponował bym poszła do domu, ale ja byłam w takim szoku, że po prostu usiadłam i robiłam notatki, żeby się uspokoić.
A to wszystko dlatego, że broniłam się w tajemnicy przed wszystkimi. O obronie wiedziała tylko jedna bliska koleżanka - Marta i to ona dała mi przysłowiowego kopa w cztery litery. Wszystkie emocje skumulowały się moim drobnym ciałku i wybuchły.
To był piątek, południe. Mój promotor, który już w lutym zaproponował, bym broniła się szybciej, wyznaczył mi termin zaraz po Wielkanocy.
Dlaczego? Bo na czerwiec chciałam mieć dyplom w ręku.
Dlaczego? Bo mój Tata kończył pięćdziesiąt lat i chciałam zrobić mu prezent.
Obrona była szybka, bezstresowa, mogę rzec - przyjemna.
Jednak co się nakłamałam przez kilka tygodni to moje. Ale jako że studiowałam jeszcze drugi kierunek dziennie, było trochę łatwiej zrzucić wszystko na karb slawistyki. Jak mantrę mówiłam rodzicom, że mam dużo kół (w slangu studenckim - kolokwiów), zaliczeń, egzaminów. W sumie to nie kłamałam za bardzo. Sporo tego było. Sęk w tym, że nie precyzowałam, czego muszę się uczyć, więc te kłamstewka łatwiej było mi wyartykułować.
Do 4. czerwca nikt, prócz znajomych mi studentów, nie wiedział, że przed nazwiskiem mogę pisać te magiczne trzy literki. Rodzice dowiedzieli się dopiero na końcu. Tacie i Mamie popłynęły łzy, a ja byłam dumna z siebie, że choć tak mogłam im się odwdzięczyć za trud włożony w moją edukację:)
PS. Zdjęcie zrobione zaraz po egzaminie pisemnym na germanistykę. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, czy się dostanę. Gdańsk mnie zachwycał, a ja jeszcze wtedy nie wiedziałam, że tu zamieszkam na dłużej:)

Komentarze

Popularne posty