KOMUNIA

 



Okres komunijny trwa. I tak się zastanawiam, czy to co czytam w internetach na temat przyjęć i prezentów z tej okazji, to prawda.
Nie jestem zwolennikiem tego, by to święto lekceważyć czy ubrać dzieciaka w worek pokutny, a gościom podać paluszki jak to zwykła robić żona Mariana z "Kogla-Mogla".
Sama kilka lat temu organizowałam przyjęcie mojej córki. Na szczęście w okresie pandemii. Dlaczego na szczęście? Bo było spokojnie, cicho, bez miliona prób, egzaminów. Dzieci w kościele sobie poradziły, a nawet jak im coś nie wyszło to przecież nie "koniec świata" (tym razem "pojadę" Popiołkiem, jeśli ktoś w ogóle wie o czym mowa:)

Moja Komunia odbyła się trzy dekady temu. Jako jedna z niewielu dziewczynek miałam krótką sukienkę (Mama wybrała). Włosy kręcili mi na lokówkę (Mama do dziś tego żałuje, potem uczesali mnie w kitkę i faktycznie wyglądałam lepiej:). Przyjęcie odbyło w domu (ale się ta moja Mama, sąsiadki i ciotki narobiły!) Przed uroczystością próby, egzamin (to było bardzo stresujące). Parafia ogromna. Dzieci była setka, może i więcej.
Prezenty też oczywiście były - rowery chyba najczęściej. Ja dostałam nieco grosza i jako że marzyłam o radiomagnetofonie to już w poniedziałek Tata musiał jechać ze mną do sklepu bym upłynnić mogła to, co żem dostała. Zabrakło mi do tego modelu, który chciałam, więc się targowałam. A że przyjaciel Taty był właścicielem sklepu to wyszłam stamtąd z firmowym "jamnikiem" pod pachą. Służył mnie przez wiele lat. Dziś jeszcze działa i ma swoje zaszczytne miejsce w mojej witrynce. I służy jako eksponat do demonstrowania mojemu dziecku jak to w pradawnych czasach słuchano muzyki z kaset:)
Komunie kiedyś wyglądały różnie.
Było uroczyście i skromnie. Prezentów czasem brak, a czasem był to piękny podarek, który wspominało się przez lata.
Moja Chrzestna mówi, że dostała wtedy kilogram czereśni (nie mylić z ceną czereśni dziś) i "wpier...l" (cytuję!!!), bo się przewróciła i ubrudziła sukienkę.
Dziś natomiast czytam o całych seriach spa dla dzieci, sztucznych paznokciach, makijażach, pretensjach o zbyt małą zawartość w kopertach, kłótniach, żalach, prezentach o cenach z kosmosu.
I jakkolwiek rozumiem, że współczesne matki nie chcą stać w kuchni tydzień cały tydzień, że chcą iść do restauracji, ubrać się ładnie, ufryzować - i bardzo dobrze!!! - to nie rozumiem wyścigu w kreacjach dzieci, luksusowych prezentów, oczekiwań, plotek, nakazów, ile dać kasy. I jestem w szoku jaki los dzieciakom mogą zgotować dorośli...

Komentarze

Popularne posty